Informacje

Informacja (27.10.2015)
(patrzcie na dół)

12 września 2014

IV. Where is my mind?

Miał być wczoraj, bo tak jakoś wychodzi, że są w czwartki, ale wczoraj miałam intensywny wieczorek z matematyką i butelką wina. Więc jest dzisiaj. Taki trochę głupi krótki filler. I to na tyle, bo zaraz usnę na siedząco przed laptopem.
Whatever.

PS. Mam ochotę napisać we wstępie od autorki w tym rozdziale słowo kutas.

Ok, właśnie napisałam. Teraz mogę iść spać.

Klucz zachrzęścił kilkakrotnie w drzwiach i londyńska kawalerka na czwartym piętrze stanęła przed Louisem otworem. W powietrzu unosił się zatęchły zapach, jakby wszystkie okna były pozamykane, a pudełko pizzy pod kanapą zaczęło w sobie rozwijać własny ekosystem. Nic dziwnego, bo dokładnie tak było.
– Ugh, ty paskudny brudasie – jęknął Louis donośnie, żeby jego lokator go usłyszał. Podszedł do balkonowych drzwi i otworzył je na oścież. – Wszystko ma swoje zasady, stara pizza nie może leżeć dłużej niż tydzień!
Nie uzyskawszy żadnej odpowiedzi, podniósł torbę, która została obok szafki na buty i skierował się do swojego pokoju. I, o ile wcale nie był jakimś szurniętym pedantem, to, co tam zobaczył pogrążyło go w bezdennej studni załamania i wściekłości.
– MALIK, CHODŹ TU – wrzasnął, nie spuszczając oczu ze sterty śmieci na środku podłogi, jakby obawiał się, że sama z siebie ucieknie.
Nagle rozległ się dziewczęcy chichot i jakiś inny dziwny odgłos. Chwilę później kątem oka zobaczył, jak z pokoju obok wybiegła na palcach owinięta jedynie prześcieradłem blondynka i ruszyła prosto do łazienki, a za nią wyczołgał się Zayn z rozanielonym uśmiechem. Louis chwycił go za ramię i wciągnął do swojego pokoju jak szczeniaka, którego karci się za pogryzienie mebli.
– Co to ma być?
– No co? Potrzebowałem szybkiego programu sprzątającego, sam rozumiesz, mam gościa...
– A ja mam górę gówna w pokoju i całkowicie w dupie twojego gościa!
– Mój gość nie posiada odpowiednich predyspozycji, żebyś mógł rzeczywiście go mieć w dupie, świntuchu... – zażartował Zayn, za co oberwał po głowie. Złapał się za nią i rozmasował, marudząc przy tym zniechęcony: – Musimy tu w końcu ogarnąć, co?
Louis wywrócił oczami. Wiedział, że Zayn nie miał teraz głowy do sprzątania, skoro po łazience kręciła się kolejna jego poimprezowa „zdobycz”, którą musiał się należycie zająć. Louis nie był szowinistą, szanował kobiety, ale te z ich towarzystwa same sobie przyklejały etykietkę przedmiotu do zabawy. Nie miał więc Zaynowi za złe, że korzystał z okazji, w końcu to stuprocentowy samiec. A jak wiadomo, każdy ma swoje potrzeby.
Dlatego ten jeden raz postanowił być dobrym kumplem i odpuścić.
– Jutro zrzucimy się na jakąś sprzątaczkę.
– O ile nie zejdzie na zawał, widząc ten syf... – sarknął Zayn.
Roześmiana blondyneczka uchyliła drzwi łazienki i obrzucając Malika zalotnym spojrzeniem zaprosiła go kiwnięciem palca do środka. Chłopak niewiele się zastanawiając, przemierzył salon i złożył na jej ustach mokry pocałunek.
– A kolega nie chce się przyłączyć? – zamruczała.
Zayn pogłaskał ją po sięgających do łopatek włosów i nagim ramieniu. Cóż, w sumie cała była naga. Louisowi zrobiło się niedobrze, kiedy jego kolega zaczął ją kąsać w ucho. Zarzucił tylko na siebie bluzę, którą zdjął w drodze z dworca do domu i upewniwszy się, że ma przy sobie wszystko, co potrzebne (telefon, portfel, fajki, klucze [światło, drzwi!]), zmierzył w kierunku wyjścia.
– A ty gdzie?
– Zajmijcie się sobą, ale nie każcie mi na to patrzeć – mruknął Louis, kręcąc głową z dezaprobatą.
– Kolega woli penisy – usłyszał jeszcze głos Zayna wyjaśniającego dziewczynie.

Była dopiero ósma, a Louis miał jutro zajęcia od jedenastej, więc wcale mu się nie spieszyło z niczym. Nawet tą pracę, którą miał zrobić na gospodarkę przestrzenną, spokojnie zdąży rozpisać rano. Odpalił więc papierosa na klatce schodowej i obierając schody (bo winda ledwo się ruszała, a w dodatku zamontowali w niej ostatnio czujnik dymu – kretyni), zbiegł nimi na sam dół.
Zima zbliżała się wielkimi krokami i na zewnątrz było coraz chłodniej, w dodatku o wiele chłodniej niż pół godziny temu, kiedy wracał do domu. Słońce zaszło za horyzont, jak na jesienny wieczór przystało, ale miliony miejskich świateł rozświetlały ciemne niebo na wyblakły róż. Ulice były zatłoczone samochodami, a chodniki ludźmi, przez co hałas był nie mniejszy niż w południe. Louis założył słuchawki, żeby odciąć się od tego gwaru, ale zaraz po podpięciu ich, jego telefon rozdzwonił się. Nie patrząc na wyświetlacz, przesunął po ekranie i przyłożył urządzenie do ucha.
– Hej, mój homo-chochliku! – usłyszał mocno irlandzki akcent.
– Niall. Czy doczekam się dnia, kiedy przestaniesz mnie nazywać homo-chochlikiem?
– Ale przecież jesteś homo, no i przypominasz mi chochlika! – żachnął się Niall.
– A ty jesteś heteroseksualnym Irlandczykiem, mam do ciebie mówić hetero-leprikonie?
– Oooo, zobacz, jacy jesteśmy uroczy, mamy już dla siebie słodkie przezwiska!
– Horan. Leki – powiedział twardo Louis. – Co chciałeś?
– Słyszałem, że wróciłeś do Londynu.
– Niecałą godzinę temu, ale zostałem siłą wypchnięty z własnego mieszkania.
– Cycki? – mruknął Niall ze zrozumieniem.
– Cycki.
– Może wpadniesz do nas? Liam krząta się po kuchni i chyba wyczuwam pizzę własnej produkcji.
Liam był współlokatorem Nialla, Louis poznał ich na jednej ze studenckich imprez. Liam był jego zdaniem trochę nudny, raczej odpowiedzialny i rozsądny, ale czasem też potrafił się dobrze zabawić. W dodatku nieźle radził sobie w kuchni, a jako że Louis często dostawał zaproszenie na obiad, wysoko sobie tym punktował. Poza tym jedna odpowiedzialna osoba w towarzystwie zawsze się przydaje; ktoś musiał nad nimi czuwać, kiedy sami nie wiedzieli, co się z nimi dzieje i zawsze byli mu za to ogromnie wdzięczni. Gdyby nie on, prawdopodobnie większość weekendowych poranków budziliby się w rowie. Bez pieniędzy, telefonu, a może i niektórych organów.
Niall z kolei był całkowicie zwariowany, wiecznie roześmiany i otwarty, wprowadzał dobry humor w każde towarzystwo. Louis podejrzewał, że potrafiłby nawet rozluźnić atmosferę na pogrzebie jakimś głupkowatym żartem. Cała trójka, łącznie z Zaynem, była dwa lata od niego młodsza, ale Louisowi to nie przeszkadzało. Lubił spędzać z nimi czas, bo ludzie na jego roku byli nadętymi kretynami zgrywającymi wielce dorosłych, a Louis nie chciał za szybko dorastać.
Wizja spędzenia wieczoru z tą dwójką nawet mu się uśmiechała, w końcu nie widzieli się cały tydzień, ale z drugiej strony było coś, co nieustannie krzątało się po jego głowie i nie dawało mu spokoju, dlatego po chwili wahania powiedział:
– Chętnie, ale nie mogę.
– Znowu idziesz do gej klubu? Obiecałeś, że zabierzesz mnie ze sobą! Czekaj, tylko ubiorę buty... Liam! Liam, wychodzę z Louisem do gej klubu!
– Idioto, nie idę do gej klubu. W życiu nie byłem w gej klubie. – Louis się zaczerwienił. Czuł się dobrze z tym, kim był, ale Niall w mistrzowski sposób swoją bezpośredniością zawsze potrafił go wprowadzić w stan zakłopotania.
– Och – zasmucił się Niall, po czym odsunął słuchawkę od ucha i zawołał: – Fałszywy alarm. Możesz gotować dalej. To co, na pewno nie dasz się namówić? – zwrócił się ponownie do Louisa.
Louis westchnął ciężko. Nie lubił mu odmawiać, ale musiał.
– Innym razem, okej?
– Cóż, więcej dla mnie. No to trzymaj się, homo-chochliku.
– Do zobaczenia, hetero-leprikonie. – Louis wywrócił oczami.
Niall zachichotał i połączenie zostało zakończone.
Rozejrzawszy się dookoła, Louis spostrzegł, że nogi zaprowadziły go prawie pod sam Plac Trafalgarski [co za dziwna nazwa po polsku]. Przemierzył jeszcze krótki odcinek, który dzielił go od jednej z dwóch fontann i usiadł na jej brzegu. Woda przyjemnie szumiała mu nad uchem, stanowiąc jakiś zalążek natury w tym pełnym miejskiego zgiełku miejscu. Louis kręcił telefonem, trzymając go dwoma palcami w dłoni i wyglądał na poważnie zamyślonego, na jego czole pojawiła się „myślicielska zmarszczka”, jak to nazywał Zayn.
Dopiero, gdy prawie upuścił komórkę do fontanny, stwierdził, że przecież nie ma nic do stracenia.
Otworzył listę kontaktów i przesunął ją na literę „H”.

5 komentarzy:

  1. rozdział niesamowity. sposób w jaki piszesz sprawia, że aż chce się czytać ;) powiem szczerze, że przezwisko "homo-chochlik" bardzo mi się spodobał^^ świetny, świetny, świetny. jedyną wadą tego rozdziału jest jego długość - dlaczego tak krótko? rozkręciłam się, a tu już koniec. z niecierpliwością podsycaną jej brakiem czekam na kolejny!
    i przepraszam, za mało ambitny komentarz ale taka pora i taki dzień.
    ps.: Horan jest tutaj świetny.
    Buziaczki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne
    Zlapalam beke z Nialla i gej klubu bardzo hahahaha
    Lece nastepny czytac

    OdpowiedzUsuń