Informacje

Informacja (27.10.2015)
(patrzcie na dół)

18 września 2014

V. This

Nudy jak flaki z olejem, przepraszam, serio. Postarajcie się jakoś przez to przebrnąć, bo jest trzecia w nocy, a ja mam rano fizykę na pierwszej lekcji, dlatego na nic lepszego mnie nie stać.


*

Jeszcze tego samego dnia wieczorem Harry otrzymał wiadomość. Siedział właśnie w pociągu do Londynu; musiał wrócić do dziewiątej, bo inaczej jego mama dostałaby szału na wieść o tym, że cały dzień spędził nie tylko poza domem, ale ładnych kilkadziesiąt kilometrów dalej. Miał szczęście, że wypadła jej nagła sprawa w pracy i musiała zostawić go z siostrą na cały dzień. Gemma w takich sytuacjach często zachowywała się do przesady troskliwie, jakby nie chciała być winna czemukolwiek, co mogło się zdarzyć podczas nieobecności mamy.
Tym razem postanowiła dać mu nieco swobody. Nie chciała ograniczać brata; w pewien sposób zawsze solidaryzowała się z nim w walce z matczyną nadopiekuńczością. Bez niej mógłby najwyżej pomarzyć o choć odrobinie normalnego nastoletniego życia.
Westchnął, notując w głowie, żeby jej kupić za to bukiet kwiatów.
Albo dwulitrowe pudełko lodów, bo to bardziej w jej stylu.
Wydobył z kieszeni telefon i zerknął na wyświetlacz. Widząc szereg cyfr jako nadawcę SMS-a, bez zastanowienia zapisał numer w kontaktach. Odczytał wiadomość z rosnącym uśmiechem na ustach.
Louis: mialem zamiar odczekac zeby bylo bardziej dramatycznie i filmowo, wiesz o co chodzi... ale pieprzyc to
Ja: Zaliczymy to jako dramatycznie i filmowo, bo wiem, o co chodzi.
Louis: :) dalej jestes w doncaster?
Ja: Aktualnie gdzies na trasie Doncaster -> London Kings Cross
Louis: powaznie?? w takim razie kolejne spotkanie nastapi szybciej niż podejrzewalem...! o ktorej będziesz i na ktorym peronie?
Ja: 20:28. Peron 9 i 3/4.
Louis: w takim razie licz sie z tym ze jestem wprawnym stalkerem i do zobaczenia :)
Harry poczuł dziwne ukłucie w żołądku. Jakby niepokój z domieszką podekscytowania. Nigdy nie spotkał się z czymś takim, zazwyczaj wszyscy go unikali ze względu na jego chorobę. Albo on unikał ich, uciekając przez pełnymi fałszywego współczucia spojrzeniami. To bez znaczenia, bo efekt wyglądał identycznie: był sam. Dlatego też nie do końca rozumiał. Czego od niego chciał ten śmieszny chłopak? Dlaczego tak się uparł? Wrodzona ciekawość oraz narastające zaintrygowanie nie pozwoliły mu zignorować tej sytuacji.
Wybrał numer z listy ostatnich połączeń i przyłożył telefon do ucha.
– Halo?
– Gems? – odezwał się i wziął głęboki wdech. – Czy mogłabyś... jakoś mnie wytłumaczyć przed mamą z tego, że wrócę później?
Mimo, że nie widział jej twarzy, mógł z łatwością wyobrazić sobie, jak dziewczyna marszczy brwi, kiedy podejrzliwie odpowiedziała:
– A miałabym to zrobić, boo...?
– Bo cię o to ładnie proszę? – spróbował, obracając w palcach srebrny długopis, który znalazł na półeczce w przedziale. – Tylko ten jeden raz. […błagam ciebie elka bon ton na ostrzu noża, hehe]
Jego siostra prychnęła lekceważąco.
– Jeden raz? Jeden?
– No proszę, mam coś do załatwienia jeszcze, zlituj się nad chorym starszym bratem...
– Ej, tylko bez takich mi tu! Na mnie to nie działa – zaśmiała się złośliwie, po czym westchnęła ciężko. – Jesteś chociaż w mieście?
Oderwał wzrok od długopisu i zerknął przez okno. Jego oczom ukazał się zarys londyńskiej zabudowy w dali, co pozwoliło mu określić, że pociąg powinien dotrzeć do celu za niecałe pół godziny.
– Prawie.
– Jestem zbyt dobrą siostrą – mruknęła przez rozłączeniem się.
– Też cię kocham – zdążył jeszcze powiedzieć do słuchawki z zadowoleniem, a następnie usłyszał sygnał zakończonego połączenia.

Zanim pociąg zajechał na swój peron, Harry’ego zdążyły dopaść poważne wątpliwości. Może powinien po prostu założyć kaptur na głowę i niespostrzeżenie wymknąć się ze stacji tak, żeby nie spotkać na swojej drodze tego chłopaka? No bo czy to było normalne? O co tak właściwie mu chodziło? Czuł się naprawdę nieswojo, a przecież spotkał go tylko dwa razy, w dodatku wcale nie przekonał się do niego. Harry był dobrym obserwatorem i nie potrzebował dużo czasu, żeby kogoś poznać. Louis, jak się przedstawił, był dziwny. Nie w taki ekstrawagancki sposób. Zwyczajnie dziwny, był typem człowieka, jakich Harry wolał unikać nawet w kolejce w sklepie. Lekkomyślny, beztroski i natarczywy cwaniaczek, któremu wydaje się, że świat należy do niego. Mimo to było w nim coś, co sprawiło, że Harry nie chciał go zignorować.
Ludzi, którzy znajdowali się o tej porze na stacji, było stosunkowo niewiele, a chłopaki w czerwonych spodniach i koszulkach w paski pod rozpiętą kurtką stanowili jeszcze mniejszą część – nie oszukując się, liczba tych drugich wynosiła dokładnie jeden. Harry wziął głęboki wdech i uśmiechając się pomachał do stojącego na przeciwnym końcu peronu chłopaka.
– Stęskniłeś się? – Louis wyszczerzył do niego zęby, kiedy stanęli twarzą w twarz.
Harry uniósł brew z rozbawieniem.
– Ja? To ty wyszedłeś po mnie na peron.
– To ty przyjechałeś za mną do Londynu – zażartował Louis z cwaniackim uśmieszkiem. – Ja po prostu nie miałem co robić, a mój współlokator urządza w mieszkaniu dzikie orgie, więc postanowiłem się z kimś spotkać.
– I nie masz innych znajomych? Takich, których nie poznałeś wczoraj i nie odbyłeś z nimi zaledwie dwóch niezręcznych rozmów?
– Lubię nawiązywać nowe znajomości. – Machnął ręką z nonszalancją i oboje ruszyli w stronę wyjścia. – Więc, Harry, co robisz w Londynie?
Harry doszedł do wniosku, że nie ma co zmyślać, zwłaszcza, że Louis zwyczajnie wiedział o wszystkim, dlatego otwarcie przyznał:
– Wprowadziliśmy się do pustego mieszkania brata mamy, na czas badań. Tymczasowo.
To ostatnie akurat było kłamstwem. Jego mama i siostra mieszkały tu tymczasowo. On doskonale wiedział, że nie wróci do Holmes Chapel. W tym stadium choroby badania muszą być już wykonywane regularnie. Aż do momentu, w którym choroba wygra.
Louis skinął głową, jakby powstrzymywał się od powiedzenia czegoś. Harry skupił wzrok na nierównych płytach chodnika. Spacerowali tak w ciszy i właściwie żadne nie wiedziało, dokąd zmierzają, ani czy ich spotkanie ma jakiś większy cel. Mimo to przechadzka była całkiem sympatyczna i swobodna, chociaż gdy przyłapywali się nawzajem na ukradkowych spojrzeniach, zaraz odwracali wzrok speszeni.
Miasto dawno okryte zmrokiem żyło swoim nocnym życiem. Było to zupełnym przeciwieństwem cichego, spokojnego Holmes Chapel i Harry nadal nie mógł się do tego przyzwyczaić, ale już dawno wyszedł z fazy zachwytu miejskimi światłami, hałasem i gwarem. Nigdy nie rozumiał, jak ludzie z własnej woli mogą decydować się na życie w wielkich miastach. Kojarzyły mu się one z wiecznym pośpiechem i gonitwą za niczym. Sam był człowiekiem raczej spokojnym, dlatego nie potrafił się tutaj zaklimatyzować. W przeciwieństwie do pozostałych członków jego niepełnej rodziny – Gemma i mama sprawiały bowiem wrażenie, jakby mieszkały w centrum Londynu od zawsze.
Co przypomniało mu, że powinien wracać do domu, bo mama na pewno zamartwia się na śmierć. Chociaż jeszcze nie dzwoniła. Ciekawe, jaki kit wcisnęła jej Gemma, pomyślał rozbawiony, ale i z domieszką poczucia winy. Nie lubił kłamać. Był skryty, ale zdecydowanie nie potrafił kłamać, dlatego doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że po powrocie do domu wszystko im opowie, o ile tylko spytają.
Mijali właśnie małą kawiarnię usadowioną w stylowych kamieniczkach, która – o dziwo – jeszcze była otwarta, kiedy Louis odezwał się nagle:
– Masz ochotę na kawę?
Harry przystanął i odwrócił się w stronę stojącego kawałek za nim chłopaka. Zamrugał kilkakrotnie, po części wyrwany z rozmyśleń, a po części też zaskoczony propozycją.
– Wolę herbatę – odparł niepewnie.
– Dzięki Bogu! – krzyknął Louis z ulgą, a Harry rzucił mu zdziwione spojrzenie. – No co?
– Nic. Wyglądasz na kogoś, kto nie może żyć bez kawy – przyznał z uśmieszkiem. 
– A ty wyglądasz na kogoś, kto nie może zasnąć bez herbaty.
– Tu akurat masz rację.
Louis wzruszył ramionami wesoło.
– Widzisz, znam cię lepiej.
– Ale to niesprawiedliwe... – mruknął. Po raz kolejny przeklął się w duchu za pomysł prowadzenia tego cholernego dziennika.
– Więc? – Louis ponowił pytanie i ręką wskazał teatralnie mahoniowe drzwi na niskim podeście. – Herbata?
Harry bez namysłu przyjął zaproszenie. Niech to ich spotkanie nabierze konkretnego celu.
Wnętrze kawiarni było ciepłe i przytulne. Ściany pomalowane kremowymi barwami komponowały się z czekoladową boazerią i stolikami z ciemnego drewna. Z sufitu zwisały gdzieniegdzie papierowe lampiony, które spowijały pomieszczenie dodatkową poświatą. W powietrzu unosił się delikatny zapach cynamonu i goździków. Poza nimi nie było tam nikogo, dlatego mogli wybrać sobie dowolne miejsce. Harry postanowił usiąść przy zajmującej prawie całą ścianę witrynie, więc Louis podążył za nim i obaj zajęli półokrągłe fotele naprzeciwko siebie. Na stoliku między nimi paliła się świeczka w szklanym naczyniu otoczonym suszonymi pomarańczami.
– Mają tutaj naprawdę pyszną herbatę – objaśniał Louis. – Znam już chyba całe menu na pamięć, bo często tu przychodzę testować różne smaki. Zaraz ci pokażę, które są najlepsze, tylko... – Urwał wpół zdania, rozglądając się po pobliskich stolikach za drugą kartą, bo na ich stała tylko jedna. Kiedy okazało się jednak, że musiałby po nią wstać, z rozleniwioną miną zrezygnował. Zamiast tego przesunął swoje krzesło bliżej Harry’ego i otworzył przed nim wspólne menu.
– Zielona herbata z mlekiem sojowym? – Harry uniósł brew, kiedy jego wzrok zatrzymał się na podpisie pod zdjęciem apetycznie wyglądającego kubka naparu. – Czy to w ogóle da się wypić?
– Jak to?! Nigdy nie próbowałeś? – oburzył się Louis. – Widzę, że mamy już zwycięzcę naszego konkursu.
Gdy tylko zjawiła się kelnerka, zamówili dwie zielone herbaty. Louis chwilę później potruchtał do lady i powiedział jeszcze coś do niej przyciszonym głosem, ale Harry nie zwrócił na to szczególnej uwagi. Sądząc po jego zawadiackim spojrzeniu, najzwyczajniej w świecie z nią flirtował. Wróciwszy na swoje miejsce wyglądał, jakby resztki skrępowania zupełnie go opuściły, bo zaczął swobodnie mówić, co mu ślina na język przyniosła. Kiedy otrzymali swoje zamówienie, rozmowa zeszła na temat wspólnych seriali, które oglądają.
– W sumie to nie wiem, dlaczego wybrali akurat jego na Jedenastego – paplał z przejęciem, a Harry w tym czasie siedział zasłuchany i zafascynowany tym, jak Louis potrafił o zwyczajnych rzeczach mówić w tak ciekawiący sposób. – Nie mam nic do Matta, ale David był o niebo lepszy. Nawet Zayn, mój współlokator, tak twierdzi. Może to dlatego, że zmusiłem go do obejrzenia wszystkich nowych sezonów i woli mi już nie zaprzeczać, ale jednak jego poparcie też się liczy!
– Hmm, nie wiem – odezwał się Harry i wziął łyka herbaty. Była pyszna, tak jak mówił Louis, ale nie powiedział mu o tym w obawie, że jego ego przebije się przez sufit. – Matt wydaje się całkiem okej. Może to kwestia przyzwyczajenia. Poza tym gdyby zostawili Davida i próbowali wpleść wątek z River... No wiesz, Dziesiąty i Rose byli idealni, dziwnie by było znajdować mu nagle żonę.
Odstawiwszy szklankę, Louis klasnął w ręce i wypuścił głośno powietrze ustami.
– Dokłaaadnie! Nawet nie wiesz, jak dobrze jest móc w końcu pogadać z kimś na ten temat. Nie mam żadnego starszego rodzeństwa, a moja mama nie jest w stanie obejrzeć pięciu minut jakiegokolwiek filmu science-fiction bez chrapania, bo... – urwał, dostrzegając coś kątem oka, po czym cicho powiedział: - Udawaj, że wiesz, o co chodzi.
– Ale o co...? – zdziwił się Harry, jednak nie dane mu było dokończyć, a co dopiero uzyskać odpowiedzi, bo za jego plecami rozległo się melodyjne:
– Stoo lat, sto lat!
Harry odwrócił się i zobaczył promiennie uśmiechniętą kelnerkę, trzymającą w obu dłoniach tacę z ciastem, w środek którego wbita była podłużna świeczka, a jej płomyk ledwie się tlił, kiedy dziewczyna zbliżyła do niego tacę. Przeniósł zdezorientowany wzrok na chichoczącego Louisa, który kiwnął zachęcająco brodą w stronę „tortu”. Harry zdmuchnął świeczkę, a kelnerka wyjęła ją i położyła talerzyk przed nim, dokładając po jego prawej stronie łyżeczkę, a następnie zostawiła ich samych.
– Co do...? – zdziwił się głośno, ale Louis zaraz go uciszył, przykładając palec do ust. Harry przelotnie rzucił okiem na kobietę za ladą, a następnie kontynuował już ciszej: – Czy powinienem się spodziewać jakichś wyjaśnień, czy nie chcę wiedzieć?
– Dodali nowy deser do menu. Sernik miętowy. Ale nie mam kasy, więc zastosowałem standardowy trik urodzinowy. – Wzruszył ramionami, biorąc łyżeczkę od osłupiałego wciąż Harry’ego i odkroił sobie kawałek ciasta. – Mówisz, że masz urodziny i dają ci darmowe ciacho.
– Ale dlaczego akurat ja?
Niewinny uśmiech zagościł na ustach Louisa, kiedy odpowiedział:
– Ja miałem urodziny w zeszłym tygodniu...
Harry roześmiał się, kręcąc głową.
Ten chłopak był niemożliwy.
– Ej, no daj mi jeszcze! – jęknął Louis, kiedy Harry wyrwał mu łyżeczkę z ręki.
– Wydaje mi się, że to dla solenizanta. – Uśmiechnął się złośliwie i zjadł spory kawałek sernika.
Louis fuknął do niego coś niezrozumiałego o braku wdzięczności i wrócił do swojej herbaty. Wyglądał jak mały obrażony chłopiec i Harry nie mógł się powstrzymać od dźgnięcia go drugim końcem łyżeczki w policzek. Przez pierwszą chwilę Louis starał się zgrywać nieugiętego, ale zaraz na jego twarzy wkradł się nieproszony uśmiech. Wtedy właśnie w kieszeni bluzy Harry’ego rozbrzmiał telefon i Louis korzystając z jego – jak mu się wydawało – braku uwagi, przysunął sobie talerzyk z deserem.
- Halo? – odezwał się Harry, przyłożywszy telefon do ucha.
– Masz ty w ogóle zegarek? – syknęła Gemma poirytowana. – Jestem w stanie zapewnić ci wymówkę na godzinę, może dwie, ale, cholera, nie przeceniaj moich możliwości.
Zerknął szybko na wyświetlacz i momentalnie zbladł, widząc, że jest już po jedenastej. Louis, który przyglądał mu się z zaciekawieniem, dłubiąc łyżeczką w serniku podczas przeżuwania kolejnego kęsa, zmarszczył brwi pytająco.
– Chodź już do domu, bo mama zaraz zejdzie na zawał.
– Okej, zaraz będę – wymamrotał, a serce kołatało mu w piersi.
Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza, ale zaraz jego siostra mruknęła już nieco spokojniej:
– Tylko... nie wracaj sam, dobra? Ja też się martwię.
– Będę za dziesięć minut, obiecuję.
Rozległ się krótki sygnał zakończonego połączenia i Harry natychmiast poderwał się z miejsca.
– Musisz wracać? – bardziej stwierdził, niż zapytał Louis. W jego głosie pojawił się ledwie zauważalny smutek.
– Przepraszam, jestem mocno spóźniony.
Louis również wstał i położywszy pieniądze na stoliku, skierował się za chłopakiem w stronę wyjścia, rzucając przez ramię „dobranoc” do kelnerki za ladą. W kilku dłuższych krokach dogonił Harry’ego i przytrzymał go za ramię.
– Czekaj, odprowadzę cię.
– N-nie musisz, naprawdę się spieszę.
Louis zignorował to i nie puszczając go, ciągnął się za nim aż pod najbliższy przystanek. Harry skłamałby, gdyby powiedział, że mu to przeszkadzało. Obecność tego nadzwyczajnego chłopaka w ogóle mu nie przeszkadzała. Jego towarzystwo było najdziwniejszym i zarazem najprzyjemniejszym uczuciem, jakiego doznał od dłuższego czasu, dlatego odczuł niemiły chłód, gdy stanęli przed czekającym już autobusem, a Louis rozluźnił uścisk na jego ramieniu.
– Dziękuję za herbatę – odezwał się nieśmiało. – I za miły wieczór.
– Mówisz, jakbyśmy byli na randce – zakpił Louis, a Harry parsknął śmiechem. – Nie martw się, niedługo się odezwę. Prawdopodobnie zaraz jak wsiądziesz do autobusu. Jestem bardzo natrętny, jak poznaję nowych ciekawych ludzi.
Drzwi autobusu zaczęły się zamykać, dlatego Harry pędem ruszył do środka. Zajął pierwsze wolne miejsce i pomachał jeszcze stojącemu na przystanku chłopakowi przez szybę okna, aż ten zniknął mu z pola widzenia, kiedy autobus wjechał w zakręt. W tej samej chwili poczuł wibrację komórki w kieszeni.
Louis: uprzedzalem :)
Harry roześmiał się pod nosem.

8 komentarzy:

  1. Nie będę pisała tego co pierwsze przyszło mi do głowy, bo nie chcę się powtarzać ;) Rozdział niesamowity. Podoba mi się bardzo w jaki sposób przedstawiasz tutaj Louis'a. I to w kawiarni było takie...no urocze no.^^ jest mi niesamowicie szkoda Harry'ego, jednocześnie ciesząc się niezmiernie tym, że poznał Lou. Jestem cholernie ciekawa jak rozwinie się akcja, więc nie karz mi proszę długo czekać na kolejny rozdział!
    a propos naszej pary - jakiś czas temu napisałam Imagin o Larry'm. Jeśli masz ochotę, zajrzyj proszę. Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii. ;) nanosekundybezciebieimaginy.blogspot.com
    ps.: cieszę się bardzo, że spodobało Ci się Last Hope. ;)
    Ogromne buziaczki.

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo się cieszę, że spodobał Ci się imagin. Musze przyznać, że to jeden z moich ulubionych - co dziwne, że autorowi podoba się jego dzieło ^^
    wciąż zastanawiam się nad czymś powazniejszym o Larry'm, ale wciąz nie jestem przekonana.
    bardzo przepraszam za ten spam, ale chciałabym zaprosić Cię na coś całkiem nowego. ;) http://numbfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. krucze planowałam nie komentować do samego końca a potem jebnąć taki wielki komentarz od serduszka..
    ale niestety nie mogę bo ten rozdział jest taki cudowny!! (dla innych może to być zwykły rozdział w którym niewiele się dzieje) ale Doctor, kawiarenka asdfgjhklsjak <3

    OdpowiedzUsuń
  4. zapraszam na pierwszy rozdział. ;)
    http://numbfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. przepraszam za spam!
    nowy rozdział na http://lasthopefanfiction.blogspot.com/
    buziaczki.

    OdpowiedzUsuń
  6. och znowu. mam nadzieję, że mi wybaczysz. pokusiłam się na kolejengo Larry'ego. mam nadzieję, że wpadniesz. ;)
    http://nanosekundybezciebieimaginy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. CUDOWNE JEZUUUU
    wybacz z malo kreatywny kom ale lece dalej czytac jshdbe

    OdpowiedzUsuń